wtorek, 23 lipca 2013

,, 200 pompek! Jak chcesz grać w nogę to zapisz się do Borussi! ''

- Cholera, znów muszę tam jechać! - powiedziałam wsiadając do auta. Henry spojrzał na mnie w lusterku i tylko ciężko westchnął. Henry to mój szofer. Tak mam szofera. Oraz gospodynie i sprzątaczki, ogrodnika także wielką wille z basenem. To może opowiem wam moja historie w miarę od początku. Mam na imię Natalie ale wszyscy mówią na mnie Nat. Moi rodzice to biznesmeni, którzy spędzają ze mną może godzinę na dzień. Czasem czuje się tak, jakby urodzili mnie tylko po to abym spełniła ich marzenia z dzieciństwa. Tata i mama w gimnazjum trenowali koszykówkę. Z ich opowiadań wynikało że ojciec miał poważną kontuzje kolana i musiał skończyć ze sportem a mama pochodzi z małego miasteczka, gdzie nie było dobrego klubu i jej talent się zmarnował. Teraz ja muszę najwięcej trenować, zdobywać jak najwięcej punktów w meczu aby spełnić ich ambicje. Na początku treningi były fajne, z czasem jednak trener odszedł - przyszedł drugi. Od tamtego momentu wszystko co robię jest źle, ciągle coś mu nie pasuje. Przez to w ogóle nie mam ochoty grać, nawet lekkie treningi są udręką. Tak na prawdę od dzieciństwa kocham piłkę nożna. Pamiętam jak grałam z wujkiem i dziadkiem. Chwalili mnie i mówili że mam talent. Między innymi przez to rodzice pokłócili się z dziadkami i teraz nie utrzymujemy z nimi kontaktu. To znaczy oni nie utrzymują bo ja często gdy ich nie ma w domu jeżdżę na działkę. Ale przecież nie powiem tacie że nie cierpię koszykówki bo rozpętam 3 wojnę światowa. Jezu nawet kiedy coś powiem o nożnej od razu wysłuchuje że to sport dla debili a przede wszystkim mężczyzn...
Nim się spostrzegłam dotarliśmy pod hale.
- Przyjadę około 18 okej?
- Jasne, dzięki. -  powiedziałam ponuro, otwierając drzwi.
- Czekaj! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam wzrok. - Trzymaj się.
Lekko się uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę ośrodka. Już przed budynkiem słychać było krzyki trenera. Spojrzałam na zegarek - byłam 15 minut przed czasem czyli trenowały młodsze dziewczyny. Szybko znalazłam szatnie, w której siedziały już przebrane Monika i Sara. Niezbyt za nimi przepadałam ale drużyna to drużyna.
- Hejj - przywitały się.
- Cześć, gdzie reszta?
- Siedzą chyba na trybunach. Darły się że jakiś Reus i Leitner tam siedzą.
Na chwile zamarłam. Zaskoczona popatrzyłam na dziewczyny, które piłowały sobie paznokcie.
- Marco Reus i Moritz Leitner? - spytałam.
- Hmmm... Chyba tak. A to też ich znasz? - zapytała Monika.
Nie kurde tak se strzeliłam - pomyślałam
- Ze słyszenia - skłamałam , przecież dobrze wiedziałam kim oni są, ale nie będę im tłumaczyć. Szybko się przebrałam i poszłam na sale. Z korytarza słyszałam dobrze znane mi śmiechy Victoria i Amelia. Wchodząc na trybunę mimowolnie się do nich uśmiechnęłam.
- O! Nat! Hejka - przybiłam piątkę z bratem Moniki. Był o wiele fajniejszy od niej, mimo że niby są bliźniakami.
- Siemka!
- Spóźniłaś się, właśnie sobie poszli.
- Kto?...aaa! No trudno.
- KONIEC TYCH POGADUSZEK! NAT ROBISZ ROZGRZEWKĘ!
Cicho zaklęłam pod nosem i zeszłam z kaprysem na boisko. Grzecznie prowadziłam rozgrzewkę typu krążenie ramion i rozciąganie ale kiedy coach wyszedł, pobiegłam do składzika po piłkę do nogi. Zadowolona postawiłam ją na środku boiska.
- Ejjj, co to ma znaczyć? - spytała Monika. Boże jak ja jej nienawidzę. - Miała być rozgrzewka a nie głupia gra w ...
- Nie marudź tylko graj - podałam galę do Vicky i już po chwili koleżanka cieszyła się że zdobytej bramki. Nasza radość nie trwała długo, bo trener wrócił na hale. Amelia szybko schowała piłkę i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie Monika. Podbiegła do pana i zaczęła coś do niego gadać a w pewnym momencie wskazała na mnie palcem. Zabić ją szybko czy w męczarniach? - spytałam siebie w myślach. Nie zdążyłam obmyślić planu zemsty bo trener przywołał mnie do siebie. 
- Za karę zrobisz 100 pompek!
- Alee - wymsknęło mi się.
- 200 pompek! Jak chcesz grać w nogę to zapisz się do Borussi!
Nawet nie wie pan jakbym chciała.
- Przydałaby nam się! - usłyszałam głos z krzesełek. Większość dziewczyn wraz ze mną spojrzała w tamtym kierunku. Jak się okazało na hale wrócili piłkarze BVB. Na szczęście trener nie usłyszał ich uwagi. Kiedy Moritz zauważył mój wzrok wyszczerzył się i puścił mi oczko. Pokiwałam głową z niedowierzaniem i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Dziewczyny gramy 2x2 a ty Natalie pompuj!
Trening skończyłyśmy wpół do 18. Kiedy wrocilysmy do szatni zobaczyłam na wyświetlaczy że mam jedna wiadomość od Henriego.
,, Przepraszam ale się spóźnię ''
Szybko odpowiedziałam.
,, Spoko. Skończyłam już to pójdę pieszo''
,, Ale uważaj na siebie bo twoja matka mnie zabije :) ''
Eee tam. Pewnie szybko by się pozbierała. Jeny! o czym ja myślę! Zrobiłam FacePalma i kontynuowałam pakowanie się. Dziewczyny szybko się zbierały bo za godzinę miały imprezke w szkole. Ja nie musiałam się śpieszyć bo najzwyczajniej w świecie nie idę.
- Może się jednak namyślisz i pójdziesz z nami? - spytała Luiza.
- Chciałabym ale nie mogę. Ale bawcie się dobrze - powiedziałem a te tylko westchnęły i wyszły. Spakowałam wszystkie rzeczy oprócz IPhone i MonsterBeats'ów, które założyłam na uszy włączając ,, Maybe Tomorow '' The stereophonics. Wychodząc z hali poczułam przyjemny wiosenny wiaterek. Uwielbiałam tę porę roku - wszystko budziło się do życia, nie było ani za ciepło ani zbyt gorąco - wręcz idealnie. Powoli stawiałam każdy krok. Kochałam spacerować, przyglądając się otaczającemu światu. Mijałam przyjazny park, plac zabaw i szkolne boisko przy którym na moment się zatrzymałam. Lubiłam patrzeć na dzieciaków biegających za piłka w strojach idoli - CRonaldo, Messiego, Lewandowskiego, Van Persiego. Tak słodko to wyglądało.
- Patrz, ma koszulkę z twoim nazwiskiem - usłyszałam głos obok siebie. Nie zauważyłam aby ktoś koło mnie przechodził dlatego lekko podskoczyłam. Zdjęłam słuchawki i spojrzałam na Marco i Moritza.
- Sorki jak Cię wystraszyłem - powiedział Reus.
- Niee, spoko.
- Lubisz nogę, co? - spytał Leitner.
- Jasne...
- A to dlaczego trenujesz koszykówkę? Przecież są dobre szkółki w Dortmundzie.
- Ehhh... To skomplikowane..
- To może Cię odprowadzimy a ty opowiesz nam wszystko? - odezwał się Reus a Moritz mu przytaknął.
- Okej. Jak chcecie tego słuchać - wzruszyłam ramionami i rozpoczęłam wykład pod tytułem ,, Beznadziejna sytuacja Nat Stell''

3 komentarze:

  1. Darły się że jakiś Reus i Leitner tam siedzą.

    Maybe Tomorow ale dziwne ;p czekam teraz ja ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maybe Tomorow spiewalysmy ci z Pou co mialas dość ;p Ja też CZEKAM

      Usuń
    2. hm... skapnęłam się ;p że to ta piosenka . to miało zabrzmieć że he , ale dziwne że napisała akurat o tej piosence to takie dziwne ze az wcale ;d

      Usuń