czwartek, 1 sierpnia 2013

,, Myśleliśmy że się ucieszysz...''

- No co taka cisza? - spytałam zdziwiona kiedy skończyłam opowiadać o swoim życiu
Chłopaki szli z rekami w kieszeniach z opuszczonymi głowami. Kiedy zadałam pytanie Moritz spojrzał na mnie.
- Przechlapane ... - powiedział,  Marco potwierdził kiwnięciem głowy.
- A wy nie macie dzisiaj treningu? - spytałam.
- Niee, dziś mamy wolne.
- To fajnie... Dotarliśmy pod mój dom. Dzięki za odprowadzkę. Zaprosiła bym was na herbatę ale sami wiecie... - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Nie ma sprawy, rozumiemy.
- Dzięki. To... cześć.
- Do zobaczenia.
Chłopaki poszli w swoją stronę a ja weszłam do domu.
- Jesteeem! - krzyknęłam.
- Nareszcie! Chodź zrobiłam zupę, twoja ulubioną - powiedziała Meg
Zostawiłam torbę w korytarzu po czym osiadłam przy stole w kuchni. W całym pomieszczeniu pachniało pomidorami i różnymi przyprawami.
- Dziękuje - powiedziałam kiedy kobieta podała mi talerz.
- Na zdrowie... A któż to cię dzisiaj odprowadził, co? - spytała z uśmiechem.
- Koledzy... Marco i Moritz. Nie mów rodzicom bo znowu będę miała Przechlapane.
- Jasne, możesz być spokojna.
Dokończyłam niezwykle smaczny obiad, podziękowałam i wbiegłam po schodach do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Leżałam tak sobie przez dłuższą chwilę rozmyślając o mało ważnych sprawach. Przymknęłam na chwilę oczy. Przynajmniej tak mi się wydawało. Kiedy się ocknęłam, zerknęłam na zegarek. Była 20.30 - nieźle. Właśnie ścieliłam łóżko, kiedy do pokoju weszła mama. Z wyrazu jej twarzy mogłam wyczytać że jest wkurzona - zresztą jak zwykle. Zza pleców wyjęła moja treningowa torbę. O fuck - faktycznie Zostawiłam ją w korytarzu.
- Co ty myślisz? Że będziesz sobie rzucać swoje rzeczy pod nogi wszystkim jak popadnie? Mówiłam że pomysł z tymi sprzątaczkami nie  był dobry! - przyjęłam te słowa z kamienną twarzą - no co? Nic nie powiesz?
- Przepraszam.
- No! I wyjmij te rzeczy z torby!
- Dobrze mamo.
Nadal oburzona Rodzicielka wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Zrobiłam minę mówiąca wszystko i zaczęłam rozpakowywanie.
Boże ile śmieci - pomyślałam i potrząsałam torebka aby wszystko wyleciało na łóżko. Chusteczki, długopisy,paragony - dziada z baba brakuje :) Przeglądałam wszystko po kolei aby nie wyrzucić niczego ważnego.
- A to co, do cholery? - powiedziałam pod nosem kiedy znalazłam kartkę z jakimś numerem. Wzruszyłam ramionami i odłożyłam karteczkę na biurko po czym kontynuowałam wyrzucanie. Powiesiłam torbę na wieszaku, kiedy przypomniało mi się o tym tajemniczym numerze. Wzięłam telefon i zastanawiałam się czy wysłać wiadomość. A co mi tam?
,, Z czyim numerem mam do czynienia? :) ''
szybko dostałam sms.
,, A już myślałem ze nie znajdziesz kartki. Mam pewien pomysł. O której masz jutro trening? ''
,, O 12. A mogę wiedzieć z kim pisze? ''
,, Dowiesz się jutro na treningu. Przyjdź trochę wcześniej to pogadamy.Miłych snów ;* ''
No to faktycznie wyjaśniłam sprawę -,- No ale cóż jutro się okaże.


/ MORITZ /

- Marco, mam pomysł - zacząłem niepewnie.
- Noo?
- Może spytamy Kloppa czy nie potrzebuje dobrej piłkarki?
- Heh... Też ciągle myślisz o Nat? - spytał z uśmiechem.
- Tak. Przesrane takie życie!
- To chodźmy do Jurgena teraz - zarządził skrzydłowy.
 Wzruszyłem ramionami i ruszyłem za starszym kolega do pokoju trenera. Zapukałem cicho, jednak nikt nie odpowiadał.
- Ojj Mo! - powiedział Marco i walnął pięścią w drzwi.
- PROOSZEE! - usłyszeliśmy dobrze znany męski głos - O Marco i Moritz! Co was do mnie sprowadza? - zapytał odkładając jakieś papiery na szafkę nocną.
- Może trochę dziwne pytanie trenerze, ale nie potrzebuje pan 17 letniej piłkarki?
- A co ? chcecie zmienić płeć? - zaśmiał się a my razem z nim.
- Niee ale znamy pewna koszykarkę, która kocha i dobrze gra w nogę ale ... - i tak Marco opowiedział w skrócie historię Nat.
- Hmm... Musiała by przyjść na trening w Dortmundzie, ale skoro mówicie że da radę.... no zobaczymy.
- Dzięki trenerze. Dobranoc.
- Dobranoc chłopaki!

/ NAT/
- Wrócisz dzisiaj sama czy mam po ciebie przyjechać? - spytał Henry kiedy stanął przy Hali.
- Przyjdę pieszo. Papa! - pomachałam do kierowcy. Pewnym krokiem ruszyłam do ośrodka. W drzwiach wyminęłam dwóch chłopaków w czapkach i ciemnych okularach. Nie wzruszyli mnie niczym, więc przeszłam obok nich obojętnie.
- Pssst... Nat! - mruknął jeden z nich.
Odwróciłam się zaskoczona ale zaraz pojawił mi się uśmiech na twarzy. To był Marco i Moritz jak mniemam ukrywający się przed tzw hotkami.
- Oo... Siemka! Którego z was mam numer? - zaczęłam się domyślać.
- Mój - wyszczerzył się Moritz.
Marco spojrzał na niego pytającym wzrokiem, ale Leitner go olał.
- To jaki ten pomysł? - spytałam zaciekawiona.
- Załatwiliśmy ci miejsce w Borussi. Borussi Ladies oczywiście. Musisz tylko...
- Czekaj, czekaj. ŻE COO?
Chłopaki spojrzeli po sobie.
- Myśleliśmy że się ucieszysz... - powiedział zawiedziony Marco.
- Oczywiście że się cieszę, jakbym mogła się nie cieszyć ale jak wy sobie to wyobrażacie? Wyjadę z Berlina do Dortmundu sama? Rodzice się nie zgodzą a do osiemnastki jeszcze dwa miesiące! Jezuu jak się cieszę... ale to nie możliwe! - mówiłam jak najęta chodząc w kółko.
 W końcu opadłam na krzesełko i schowałam twarz w dłoniach. Poczułam napływające łzy do oczu lecz postanowiłam być silna.
- Nat, może my porozmawiamy z twoimi rodzicami, nawet Klopp może zadzwonić do nich i wszystko załatwić.
- Dziękuje ale sama to załatwię. Dziękuje, dziękuje,dziękuje, dziękuje dziękuje - podskoczyłam i przytuliłam się do chłopaków.
- Jeszcze nie dziękuj przecież...
- Spoko, mam plan. A teraz muszę uciekać. Paappa - pomachałam im na pożegnanie.
Szczęśliwa  wbiegłam do szatni. Chciało mi się krzyczeć ale opanowałam emocje, ponieważ w pomieszczeniu przebywał trener tłumacząc coś Jessice. Ta tylko kiwała głową że rozumie. Uśmiechnęłam się pod nosem, ponieważ wiedziałam że i tak żadnej z uwag trenera nie spróbuje nawet zastosować na boisku.
- Nat możemy pogadać w cztery oczy? - spytała z kamienną twarzą Tośka.
- Jasne tylko się przebiorę - oznajmiłam lekko zdezorientowana zachowaniem przyjaciółki.
Ubrałam się jak najszybciej umiałam i z rozwiązanymi butami wyszłam na korytarz gdzie czekała Antonina.
- No co tam? Coś się stało?
- DLACZEGO NIE POWIEDZIAŁAŚ, ŻE ZNASZ REUSA I MORITZA?! - wykrzyczała.
- Ciszeej trochę - szepnęłam i pociągnęłam ją do składzika.
- A tak w ogóle to skąd wiesz? - zdziwiłam się.
- Na pewno nie od ciebie... - oznajmiła wkurzona. - widziałam jak z nimi gadasz. Nat.. uważaj to piłkarze. Wiesz jacy są..
- Daj spokój! - wyjrzałam zza drzwi czy aby na pewno nikogo dookoła nie ma.
- Tośka! Oni załatwili mi miejsce w Borussi Dortmund Ladies! Oczywiście muszę przyjść na testy ale sam gest się liczy...
- Chwila, chwila. Czy ty wyjeżdżasz do Dortmundu? Co na to twoi rodzice przecież...
- Ojeju no... nie dowiedzą się. Poza tym jeszcze nie wiadomo czy się dostałam! Ale proszę nie mów nikomu. Jak Monika i cała jej banda się dowie to trener też i wtedy...
- Okej, spoko przecież wiem.
- Dzięki - dałam jej buziaka w policzek i wyszłyśmy na boisko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz