Wracając z ośrodka poszłam ta sama droga co dzień wcześniej. Zatrzymałam się przy Orliku i po szybkim namyśle postanowiłam usiąść na krzesełkach aby dłużej przyglądać się zmaganiom małych piłkarzy. Zaczęłam rozmyślać o przyszłości. Wyobraziłam sobie Nat - piłkarkę Borussii Dortmund, reprezentantkę Niemiec, zdobywczynie Mistrzostw Świata i Europy... Marzenia.
- Nad czym tak myślisz? - spytał znajomy głos.
- Moritz, ja nie dam przecież rady. Nigdy nie byłam na treningu piłkarskim!
- I to jest ten twój problem? - spytał rozbawiony. Ja tylko kiwnęłam głową.
- No faktycznie, nie wiem co bym zrobił mając tak strasznie poważny problem - nabijał się ze mnie za co dostał lekko z łokcia w brzuch.
- No dobra, chodź - pociągnął mnie za rękę.
- Gdzie?
- Na trening twojej ulubionej drużyny.
- Naprawdę lecimy do Madrytu na trening Realu? - zapytałam że śmiechem.
- Ha ha ha ha. Bardzo, śmieszne, bardzo.
W drodze na stadion wysłałam sms do Henriego że się spóźnię bo jestem u Toski.
- O której w ogóle macie ten trening? - spytałam w połowie drogi na stadion.
- Na 14 - oznajmił piłkarz.
Zerknęłam na zegarek.
- Hmm ... to za 8 minut.
- COO?! - pokazałam mu godzinę. - Cholera!
Biegiem ruszyliśmy na stadion
- Która jest godzina? - zapytał zdyszany chłopak.
- Mamy dwie minuty, nie jest źle. Czekaj, czekaj. Drzwi są zamknięte!
- Sprawdzę u siebie.. Jak u ciebie może być 14 jak u mnie jest za piętnaście czyli dopiero zaraz otworzą stadion.
Zerknął na mnie zaskoczony.
- Natalie?
- No yyy no bo yyy...
- No ?
- Bo ja mam zegarek 15 minut do przodu.
- Dziewczyno do czego ci to potrzebne ?
- No yyyy na przykład no yyyy żeby nie spóźnisz się nigdzie - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam, na co on parsknął niepohamowanym śmiechem.
Osiedliśmy na murku i czekaliśmy... czekaliśmy i czekaliśmy aż w końcu przyszedł jakiś pan i otworzył drzwi.
- Idź na krzesełka, ja się przebiorę i wyjdę.
- Okeej!
Ja ruszyłam w stronę murawy a Moritz do szatni. Usiadłam na jednym z tych najbliższej płyty boiska. Siedziałam podziwiając stadion. W pewnym momencie zauważyłam piłkę w bramce. Stwierdziłam że nic się nie stanie jak sobie poodbijam... ewentualnie popodaję... ewentualnie postrzelam do bramki.
- A teraz piłkę przejmuje Moritz Leitner, podaje do Natalie Stell, ta strzelaaa iiiii.... poprzeczka! - zaśmiał się piłkarz.
- Jak ja mogłam tego nie strzelić! - złapałam się za głowę.
- Za bardzo się odchyliłaś - odpowiedział na pytanie retoryczne.
- Ale spokojnie, nauczysz się - usłyszeliśmy głos z krzesełek.
- O! Dzień dobry trenerze - podszedł do Jurgena i podał mu rękę, ja stanęłam obok niego. Klopp przeniósł wzrok na mnie a Moritz od razu zareagował.
- To Natalie Stell. To o nią nam z Marco chodziło w tedy...
- Ahh tak! - przypomniał sobie - Miło mi cię poznać.
- Mnie pana również - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nat będzie oglądać nasz trening dobrze? - spytał chłopak.
- Jasne.
- Na kolana szmaty, wasz król Marco przyjechał! - wykrzyczał Reus wpadając na boisko.
- Ooo! Mój najukochańszy trener, co pan tu robi tak wcześnie? - zapytał lekko zawstydzony.
- Tak jakoś wyszło. Jak tak lubisz szmaty to powiem paniom sprzątaczkomï aby cię przygarnęły. Pomoc na pewno im się przyda! - puścił nam oczko po czym wyszedł ze stadionu.
- Chodź! Przedstawię cię chłopakom.
- Eee... - nie byłam pewna tego kroku.
- No rusz dupę! Raz, raz bo zaraz trening! - złapał mnie za rękę i biegiem dotarliśmy pod szatnie.
- Uno momento madame - zwrócił się do mnie po czym wparował do szatni. Nawet z zza drzwi słychać było jakieś krzyki, śpiewy i śmiechy. Mimowolnie się uśmiechnęłam wyobrażając sobie jaka tam musi być rozpierducha! Zaraz wyszedł Leitner i ruchem ręki ,, zaprosił '' mnie do środka.
- Oto moja przyjaciółka Nat, możliwe że będziecie ją spotykać na Idunie bo stara się o miejsce w składzie.
- CZEŚĆ NAT! - krzyknęli równo.
- Dzisiaj będzie nas obserwować na treningu dlatego nie wygłupiajcie i starajcie się.
W szatni zapanowała grobowa cisza, wszyscy wymieniali się spojrzeniami. Nagle piłkarze wybuchnęli niepohamowanym śmiechem.
- Za ten suchar, dam ci puchar - odezwał.się Błaszczykowski - Cześć jestem Kuba.
- A ja Mario.
- Sven.
- Ludzie, przecież wiem kim jesteście - zaśmiałam się.
- Ejj no ja mówię serio. Lewy! - krzyknął Mo.
- Hmm? - spytał Robert.
- Bez żartów...
- Okej, Moritz wrzuć na luz.
- Siema chłopaki! - wpadł zdyszany Nuri.
Rzucił torbę na ławkę i chciał otworzyć szafkę ale...
- KTO...ZNOWU...ZAKLEIŁ...MI...SZAFKĘ. - mówił jakby zaraz miał wybuchnąć ze złości - Kuba?
- Nie tedy droga strudzony wędrowcze - odpowiedział poetycko.
- Piszczu?!
- Dupa, Dupa blada!
- Lewus?! Jak ja cię złapię! - i ruszył w stronę kolegi. Robert wybiegł na korytarz i schował się za drzwiami. Sahin wyszedł z szatni...
- Teraz - powiedział Marco.
Iiiii własnie drzwi się zamknęły a Nuri dostał w pape. Trzymając się za twarz upadł i zwijał się z bólu.
- Nuri ruszaj się, bo się spóźnisz! - Lewy lekko kopnął kolegę aby sprawdzić czy żyje.
- Aaaaaa... - wyjęczał cicho Sahin.
- Mam dla państwa dobra wiadomość. Będzie żył - zwrócił się do nas Reus niczym wykwalifikowany lekarz.
- Dziękujemy doktorze ( tu chlip ). Naprawdę jest on ( chlip ) dla nas bardzo ( chlip ) ważny - odgrywał swą rolę Piszczu.
Naaaaajlepsze .
OdpowiedzUsuńKocham . Kocham . Kocham !