- Dobra, idę. Zobaczymy się w hotelu - powiedział Hummels i skleił z nimi piątkę.
- Paa Nat - uśmiechnął się gdy mnie zobaczył.
- Na razie.
- I jak ci się podobało? - spytał Leo.
- Było extra. Naprawdę fajnie. Dzięki Mo że mnie zabrałeś.
- Nie ma sprawy. Spadamy? Z Leonardem chętnie cię odprowadzimy.
- Nie ma takiej potrzeby. Przecież trafie.
- Nie daj się prosić!
- No skoro chcecie to Ok.
No i tak powoli szliśmy pod mój dom, rozmawiając. Leo to naprawdę fajny koleś. Strasznie zabawny a jak się dobierze z Moritzem to już w ogóle. Śmiejąc się dotarliśmy do celu. Pożegnałam się z piłkarzami i weszłam do domu wesoła. Nic nie mogło popsuć mi dobrego humoru. Oni są niesamowici. Działają lepiej niż niejeden psycholog! Niestety jutro grają mecz a dzień później wyjeżdżają do Dortmundu. Mam nadzieję że wkrótce dołączę do nich na stale. Na razie ustaliłam z Leitnerem że w poniedziałek przyjedzie po mnie ( mimo iż chciałam jechać pociągiem ) i zawiezie na Idune a po ich treningu bezpiecznie mnie odwiezie. Wszystko fajnie ale pewnie zapytacie co na to rodzice. Cóż... Nic nie wiedzą. Po prostu niby pojadę na jakiś jednodniowy turniej w kosza, dlatego nie będzie mnie cały dzień. A trenerowi powiem że muszę zostać bo się źle czuje. Tak, wiem kłamstwo ma krótkie nogi ale muszę spróbować. Innego sposobu nie ma, lub po prostu jestem za głupia żeby wymyślić coś normalnego...
***
Nadszedł dzień meczu Dortmundu z Berlinem. Jak to z Klarą miałam w zwyczaju spotykamy się u mnie i zajadając się chipsami ostro kibicujemy. Jako ze do spotkania zostało jeszcze parę godzin ogarnęłam się i wyszłam do sklepu. Obładowana słodyczami i innym śmieciowym żarciem wparowałam do domu.
- Matko Boska Natalie! Kto to wszystko zje? - spytała Meg.
- Ja i Klara - uśmiechnęłam się wsypując wszystko do misek. Postawiłam żarło w salonie sama weszłam do swojego pokoju. Postanowiłam napisać sms do Moritza.
,, Powodzenia. Nastrzelajcie nam :D ''
,, Hahah. Nie powinnaś kibicować Berlinowi?? ''
,, Powinnam ale sercem.jestem za Wami :) "
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zaskoczona zerknęłam na zegarek. No tak za godzinę zaczyna się mecz. Szybko poszłam otworzyć a w drzwiach stała uśmiechnięta przyjaciółka.
- Heeeeeejjjkaaa! - aż podskoczyła z radości. - No siemkaa. A co ty taka w skowronkach?
Jako ze miałyśmy jeszcze czas usiadłyśmy w moim pokoju a Klara zaczęła opowiadać.
- Thomas zabiera mnie na weekend do Włoch!
- Tfuu... Ze co? - nieszczęście chciało ze akurat wzięłam łyk coli która teraz znajdowała się na podłodze.
- Mnie też zaskoczyła ta wiadomość! Ale rodzice się zgodzili, więc za tydzień będę już w słonecznym Rzymie - rozmarzyła się kładąc na łóżku.
- Coś mam źle przeczucia... - powiedziałam pod nosem.
- Co mówiłaś?
- Że masz fajnie... - skłamałam.
- A co z tobą? Kiedy masz te testy w Dortmundzie?
- W poniedziałek.
- Dziewczyny zaczyna się! - usłyszałyśmy krzyk z dołu.
Od razu zeszłyśmy na dol do salonu. Pokazali rozgrzewających się zawodników gospodarzy. Dopiero kilkanaście minut później wyszli piłkarze BVB. Pierwszy jak zwykle Lewy. Niezwykle skupiony, biegający z piłka blisko przy nodze. Za chwilę zbliżenie na Reusa, który śmiał się wraz z Goetze. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
Zaczął się mecz. Tak jak się spodziewałam Borussia dominowała aż w końcu Lewy strzelił na 0:1. Moment później Smith wybiega na pozycję a przed sobą ma tylko Waidenfellera. Roman nie ma wyboru sfaulował brytyjczyka w polu karnym - rzut karny i czerwoną kartka. Wchodzi na budę Mitchel. Poszło mu po palcach ale piłka wpadła do bramki.
- Kurnnaaa! - krzyknęłam.
- Komu ty kibicujesz dziewczyno?!
- A czy to ważne... - uciekłam od tematu a przyjaciółka pokiwała głową.
Do przerwy utrzymał się remis. Przerwa, chwila odpoczynku i wznawiamy grę. Od razu zmiana Leitner za Goetze. Uśmiechnęłam się co nie umknęło uwadze Klary. Szturchnęła mnie łokciem. Po przerwie gracze się rozkręcili. Moritz biegnie wprost na bramkę, strzał iii
- Czy to nie on cię ostatnio odprowadził? - w pokoju znalazła się Meg.
- Ajajajajj! Na dalszy słupek mógł strzelać!
- Nat! Czy chcesz mi o czymś powiedzieć? - otrzeźwiała koleżanka.
- Wydaje mi się że nie.
Tym zdaniem skończyłam dyskusję.Ostatecznie mecz skończył się prowadzeniem drużyny z Zagłębia Ruhry 1:2.
- To kiedy jedziesz na testy?
- Pojutrze..
- Mam nadzieję ze kiedyś mnie tam zaprosisz - uśmiechnęła się.
- O ile się w ogóle dostanę.
Dziewczyna prychnęła.
- No a jak inaczej.
Zaśmiałam się. Chwilę pogadałyśmy i Klara musiała się zbierać. Odprowadziłam ja pod dom. Później spacerkiem wracałam do domu. Rodziców jeszcze nie było. Położyłam się spać.
/Dzień Wyjazdu/
Ale jestem podekscytowana! Trener poinformowany że mnie nie będzie, rodzice przekonani. Jedną z osób które znały prawdę był Henry. Nie podobało mu się że kłamałam ale cieszył się że spełniam swoje marzenia.
- Tylko pokaż co potrafisz bo jak niee...
- Dobra, okey. Postaram się - posłałam szoferowi uśmiech.
Dał mi kopniaka na szczęście i mogłam wychodzić.
-Hej. Nareszcie jesteś - Mo pocałował mnie w policzek.
- Przepraszam...
- Okej, Okej wsiadaj już.
Jechaliśmy rozmawiając. Opowiadał mi akcje sobotniego meczu, zupełnie jakbym go nie oglądała.
- Mógłbyś być komentatorem.
- Czemu? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Bo ciekawie opowiadasz.
- Ciekawe akcje, ciekawe bramki, ciekawy mecz, ciekawe opowiadanie - odpowiedział niczym rasowy dziennikarz.
- Rozumiem proszę pana. Jak pan opisze grę ciekawie zapowiadającego się piłkarza - Moritza Leitnera - podałam mu prowizoryczny mikrofon, którym była zwinięta gazeta.
- Hmm... Zostawię ocenę pani.
- No dobrze... Myślę ze jeśli będzie robił postępy takie jak dotąd, to za parę lat będziemy mieć Cristiano Ronaldo niemieckiej piłki.
- Weź bo się zarumienię - zaśmiał się - jesteśmy na miejscu.
Mo oprowadził mnie szybko po ośrodku, po czym pojechał po coś do swojego domu. Weszłam do szatni gdzie przebierały się dwie ładne dziewczyny. Miło się uśmiechnęły i przywitały się ze mną.
- Cześć, jestem Alex - powiedziała brunetka.
- A ja Agnes - przedstawiła się druga z kobiet.
- Hej. Ja mam na imię Natalie, mówcie mi Nat.
Naprawdę fajne dziewczyny. Przyjechały na testy z Monachium. Z tego co wywnioskowałam z naszej rozmowy Alex bardziej się denerwowała. Wiązała z piłka naprawdę wielkie plany. Agnes wyluzowała, co nie oznacza ze to nic dla niej nie znaczy. Gadałyśmy sobie chwilkę a do przebieralni wchodziły kolejne zawodniczki. Niektóre miały za sobą grę w innych klubach a inne przyjechały dopiero zacząć swą karierę.
- En attente d'un train?
- Oui! - zagadała brunetka.
Wspólnie z Agnes spojrzałyśmy wymownie na Alex.
- Zapytała czy czekamy na trening a ja odpowiedziałam ze tak.
- Nigdy się nie chwaliłaś ze znasz francuski! - niemalże krzyknęła blondynka.
- Ojeju tam... Lepiej się jej zapytajmy czy zna angielski. To znaczy ją się zapytam - zasmiala się.
- Parlez-vous anglais?
- No jasne - uśmiechnęła się mówiąc po angielsku. No tak teraz trzeba się popisywać swą znajomością języka. Przedstawiłyśmy się dziewczynie a ona nam. Ma na imię Rosalie. Pochodzi z La Manche i grała w tamtejszym pierwszoligowym klubie lecz prezes zadłużył się a zespól spadł do czwartej ligi. Smutne. Wreszcie przyszedł czas treningu. Krótka rozgrzeweczka i rozpoczynałyśmy ćwiczenia. W parze ćwiczyłam z nowa koleżanka. Nie były to trudne zadania dlatego myślę ze dobrze mi poszło. Później przyszło granie 5x5. Tu już trochę gorzej ale nawet nieźle. Po prostu czasem nie trafiałam do bramki strzelając minimalnie obok.
- DZIĘKUJE DZIEWCZYNY, TO WSZYSTKO. WYNIKI PODAMY ZA GODZINKĘ - usłyszeliśmy krzyk Mike, prawej ręki Kloppa.
Większość z dziewczyn wręcz odetchnęło z ulga i zmyla się do szatni. Ja z Alex, Agnes, Rosalie i jeszcze dwiema koleżankami grałyśmy w dziadka. Tak sobie podawałyśmy, aż na trening przyszli piłkarze. Zasiadłam na trybunach a dziewczyny ruszyły do szatni.
- Jak ci poszło? - krzyknął w moja stronę Leo.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Więcej wiary w siebie.
- Zapamiętam - uśmiechnęłam się do niego. Zaraz przyszedł Jurgen. Miał dobry humor - nikt nie dostał karnych kółek, nawet trening skończył przed czasem. Kiedy zawodnicy poszli się przebrać ja ruszyłam w stronę tablicy z wynikami naszych testów.
- Zakwalifikowane, rocznik 97; Alex Rusht, Agnes Protes, .... Dupa.
No i całe marzenia prysły... Z szatni wyszedł zadowolony Moritz. Ja stałam przygnębiona pod tablicą. Rzucił mi pytające spojrzenie a ja kazałam zwrócić uwagę na przywieszone kartki. Wczytał się w nie i tajemniczo uśmiechnął.
- Gratuluje - powiedział i chciał się przytulić ale ja lekko go odepchnęłam.
- Jak nie chciałeś żebym się dostała to po co mnie tu zabrałeś? - spytałam.
Chłopak nie wiedział co odpowiedzieć. Już chciałam odejść ale ocknął się.
- O czym ty mówisz? - odezwał się w końcu.
- No przecież się nie dostałam! Nie ma mnie na liście! - niemalże krzyknęłam.
- Na liście twojego rocznika nie ale na o rok starsze tak - wskazał palcem na moje nazwisko.
Wczytałam się w nie bardo dokładnie. Jak się okazało Rosalie była razem ze mną. Powoli odwróciłam się do Moritza, już z uśmiechem. On odwzajemni gest. Nie wytrzymałam i rzuciłam mu się w ramiona. Ten podniósł mnie i obkręcił parę razy.
- Aaaaa! Jak się cieszę! - pisnęłam a chłopak się tylko zaśmiał.
Z szatni zaczęli wychodzić piłkarze.
- To jak mamy nowa piłkarkę w drużynie? - zapytał Mario.
- Taak - odpowiedzieliśmy równo z Leitnerem.
- Yeeyy! Żółwik - przybiłam ze skrzydłowym piąstkę.
- Gratulacje - odezwał się Roman.
- Dzięki.
- To co? Idziemy to oblać? - wyrwał się Marco.
- Może za dwa miesiące - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Ci tylko pokiwali głową i ruszyli w stronę wyjścia. Ja pobiegłam szybko po torbę do szatni i już zegnałam się z drużyna. Ale nie na długo na szczęście. Wraz z Moritzem zaczęliśmy podróż do Berlina. Radość mnie rozpierała. Było gorąco więc piłkarz otworzył dach. Kiedy tylko wyjechaliśmy z miasta zaczęłam się drzeć. Czułam wiatr we włosach.
- Here we go back, this is the moment
Tonight is the night, we’ll fight till it’s overSo we put our hands up like the ceiling can’t hold usLike the ceiling can’t hold us
Chłopak zaczął się ze mnie śmiać.
- Śpiewaj ze mną! - rozkazałam.
I tak śpiewająco wjechaliśmy do miasta. Uspokoiliśmy się trochę. Po jakiś 15 minutach byliśmy pod moim domem.
- Robi się ciemno, może przenocujesz u mnie? - spytałam.
- Bardzo chętnie ale zajrzę jeszcze do brata, mieszka nie daleko i u niego się kimne - uśmiechnął się do mnie i dał pożegnalnego buziaka w policzek
- Okej. To paa - pomachałam mu.
- Do zobaczenia.
Weszłam do domu gdzie przywitała mnie uśmiechnięta mama. Okejjj to więcej niż dziwne
- Cześć kochanie. Jak tam na turnieju?
- Cześć. Na turnieju eeee... Czwarte miejsce.
- O szkoda że nie masz medalu...
- Tak, tak. A co ty taka wesoła?
- Jedziemy z tata na wakacje na Majorkę na trzy miesiące. Stwierdziliśmy że nie będziesz chciała z nami jechać dlatego jak chcesz możesz zaplanować sobie wakacje a my je tobie opłacimy.
WOW! Nawet świetnie się składa! Nie muszę kłamać że jadę do jakiś wujków do Dortmundu tylko na wakacje. Świetnie!
- Czaad! Kiedy wyjeżdżacie?
- Pojutrze dlatego zacznij kombinować już dzisiaj.
Od razu poszłam na górę. Wzięłam laptopa i sprawdziłam najbliższe pociągi do Dortmundu. Spisałam ceny hotelu i plan gotowy. Zbiegłam na dól i pokazałam moja ofertę mamie.
- Do Dortmundu chcesz jechać?
- No mamo zgódź się!
- Hmm... No dobra!
Po tych słowach przytuliłam moja rodzicielkę. Pogadałyśmy sobie chwilę lecz później położyłam się spać. Myślałam nad moim życiem w tym pięknym mieście. Nareszcie będę robiła co kocham bez żadnego ale. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk wiadomości
* Dobranoc - Moritz ;) *
* Kolorowych snów <3 *
Ułożyłam się wygodnie i od razu usnęłam.
__________________________
Jak się podoba? Mi średnio ale to tam... Liczę na komentarze także negatywne :)
Już dziś mecz Legii z Molde! Nie mogę się doczekać. Chciałabym być na Ł3 ;(
- Śpiewaj ze mną! - rozkazałam.
I tak śpiewająco wjechaliśmy do miasta. Uspokoiliśmy się trochę. Po jakiś 15 minutach byliśmy pod moim domem.
- Robi się ciemno, może przenocujesz u mnie? - spytałam.
- Bardzo chętnie ale zajrzę jeszcze do brata, mieszka nie daleko i u niego się kimne - uśmiechnął się do mnie i dał pożegnalnego buziaka w policzek
- Okej. To paa - pomachałam mu.
- Do zobaczenia.
Weszłam do domu gdzie przywitała mnie uśmiechnięta mama. Okejjj to więcej niż dziwne
- Cześć kochanie. Jak tam na turnieju?
- Cześć. Na turnieju eeee... Czwarte miejsce.
- O szkoda że nie masz medalu...
- Tak, tak. A co ty taka wesoła?
- Jedziemy z tata na wakacje na Majorkę na trzy miesiące. Stwierdziliśmy że nie będziesz chciała z nami jechać dlatego jak chcesz możesz zaplanować sobie wakacje a my je tobie opłacimy.
WOW! Nawet świetnie się składa! Nie muszę kłamać że jadę do jakiś wujków do Dortmundu tylko na wakacje. Świetnie!
- Czaad! Kiedy wyjeżdżacie?
- Pojutrze dlatego zacznij kombinować już dzisiaj.
Od razu poszłam na górę. Wzięłam laptopa i sprawdziłam najbliższe pociągi do Dortmundu. Spisałam ceny hotelu i plan gotowy. Zbiegłam na dól i pokazałam moja ofertę mamie.
- Do Dortmundu chcesz jechać?
- No mamo zgódź się!
- Hmm... No dobra!
Po tych słowach przytuliłam moja rodzicielkę. Pogadałyśmy sobie chwilę lecz później położyłam się spać. Myślałam nad moim życiem w tym pięknym mieście. Nareszcie będę robiła co kocham bez żadnego ale. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk wiadomości
* Dobranoc - Moritz ;) *
* Kolorowych snów <3 *
Ułożyłam się wygodnie i od razu usnęłam.
__________________________
Jak się podoba? Mi średnio ale to tam... Liczę na komentarze także negatywne :)
Już dziś mecz Legii z Molde! Nie mogę się doczekać. Chciałabym być na Ł3 ;(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz